Prawda jest taka, że Kazimierz Dolny polubiłam dzięki Janowcowi, przeprawie promowej, miłemu panu ze straży wodnej i kluskom janowieckim z pysznym sosem grzybowym bynajmniej nie z pieczarek. To tam znalazłam to, po co przyjechałam na majówkę. Słońce, zieleń i spokój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz