wtorek, 31 grudnia 2013

Jednym tchem

Nadrabiam zaległości filmowo - książkowe.

Miał być bardziej poruszający od "Sali samobójców". Nie był, ale warto zobaczyć.














Ok, trzymał w napięciu, ale jak dla mnie, twórców za bardzo poniosła fantazja.














Zdaje mi się, że oglądałam ten film po raz drugi, ale dobrze go sobie było przypomnieć. I co za muzyka!


















Raczej nie jest to obraz do oglądania z rodzicami, co próbowałam uczynić. No chyba, że są nowocześni. Historia natomiast całkiem przyjemna.













Jeśli chodzi o ten film, mogę powiedzieć, że podobał mi się styl ubierania głównej bohaterki      i jej przyjaciółek. Reszta nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia.












Prawda jest taka, że do zobaczenia go, skłoniła mnie świetna muzyka z drugiej części. Dawno nic mnie tak nie zaangażowało, aby po skończonym seansie, mimo bardzo późnej pory, chcieć oglądać następny film z serii, a kiedy okazało się to niemożliwe, szukać informacji w internecie, co będzie dalej.









Książki Pawlikowskiej często czytam jesienią i zimą, by ogrzać się ciepłymi i optymistycznymi opowieściami z dalekich krajów. W tej jednak praktycznie cały czas padał deszcz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz